Z dzieciństwa pewnego artysty.

„Miałem jakieś osiem lat, byłem z ojcem w parku, koło nas przechodzi dziewczyna. Wyższa ode mnie o głowę. Z warkoczykami. To ja ją za te warkocze. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, pewnie chciałem być bohaterem, przed tatą się popisać. Poza tym on był ze mną, myślałem, że w razie czego pomoże.

A ona naprawdę potężna była. I jak się nie odwróciła. Jak się nie odwinęła. Od razu mnie wywróciła, siadła na mnie okrakiem i zaczęła walić. Kułakami mi nos rozbijać.

Krew mi leci, patrzę na ojca, a on nic. Aż w końcu mówi: – No, już dosyć, dosyć, bo go zabijesz.

– A pan co?

– Tatusiem jego jestem – a ojciec wielki był.

Jak wstał, to olbrzym. Uciekła. A ja z pretensją.

– To ty ją zaczepiłeś. Dostałeś więc baty słusznie i to będzie zawsze bolało, jak będziesz zaczepiał kogoś bez powodu.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s